| 10 października 2009 |
"... W sumie chodzi o to, że stacjonarni studenci nie płacą za naukę, a niestacjonarni tak. Nowe nazewnictwo to doskonałe alibi dla uczelni, które mieszają teraz studentów wszystkich trybów, jak im wygodnie. Tak twierdzi Robert Pawłowski, rzecznik praw studenta.(...)
Możesz trafić na wykładowcę tej uczelni, który wpisując zaliczenie do indeksu, podpisze "na pamiątkę" twój egzemplarz jego książki, żebyś nie mógł go przekazać młodszym rocznikom. Na egzamin należy się stawić z książką jeszcze niepodpisaną (...)
Rzecz w tym, że obecna ustawa nie określa szczegółowo, za co wolno, a za co nie wolno pobierać opłat od studentów (...) Możemy cię jednak pocieszyć, że teraz jest o wiele lepiej niż trzy lata temu. Wtedy nagminne było kasowanie studentów za egzaminy poprawkowe (...) Robert Pawłowski, rzecznik praw studenta, mówi, że teraz niektóre publiczne szkoły wyższe kasują studentów teoretycznie za powtarzanie przedmiotu, ale w praktyce nie oczekują obecności na powtarzanych zajęciach. Czyli student wciąż płaci za sam egzamin (...)
Ponieważ naciąganie studentów na płatne obozy i praktyki odbywa się nagminnie, Parlament Studentów RP poprosił w tym roku Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego o wydanie opinii, kto powinien za to płacić. Zdaniem urzędników ministerstwa koszt praktyki zawodowej powinna pokrywać uczelnia, bo dostaje na to pieniądze z budżetu państwa lub czerpie je z opłat za czesne. Student musiałby zapłacić jedynie za jedzenie podczas wyjazdu(...)
coraz więcej studentów przychodzi po rozum do głowy i zaczyna walczyć o swoje prawa. Zaczynają się skarżyć władzom parlamentu studenckiego na swojej uczelni, Ministerstwu Nauki albo rzecznikowi praw studenta. W ubiegłym roku liczba skarg w biurze rzecznika wzrosła do 3,5 tys."
Zobacz cały artykuł w Dużym Formacie |